| Wizyta u psychoterapeuty 2 | |
|---|---|
| Tweet Topic Started: Apr 27 2010, 04:04 PM (176 Views) | |
| zeta | Apr 27 2010, 04:04 PM Post #1 |
|
W Polsce chyba wciąż dominuje pogląd, że tylko ludzie o słabym charakterze idą na terapię. Tak jest? Poprawię pani humor - takie opinie nie dotyczą tylko Polski. To jest bardzo naturalna obawa, że szukanie pomocy u psychoterapeuty sugeruje otoczeniu, że sobie nie radzę. Ludzie obawiają się, że etykietka "nieudacznika" do nich przylgnie. Nawet małe dzieci bardzo niechętnie mówią o tym, że czegoś nie umieją, bo w naszym społeczeństwie nagradzamy kompetencje, a karcimy ich brak. Tak się dzieje we wszystkich dziedzinach, również w tym, jak radzimy sobie w relacjach z ludźmi, z samym sobą. Łatwiej ukryć swoją słabość, niż się do niej przyznać, mimo że w sumie ukrywanie jej pogłębia jeszcze stan bezradności. W krajach takich jak Kanada, Stany Zjednoczone, Niemcy, gdzie sięgnięcie po pomoc psychoterapeuty w sytuacjach kryzysowych jest już czymś naturalnym, to uległo odwróceniu. Jeśli ktoś zgłasza się po pomoc psychologa, to oznacza właśnie, że sobie radzi, umie o siebie zadbać. Pisze pani w książce, że kiedyś psychologowie nie byli potrzebni. Dlaczego? Psycholog nie robi nic innego niż to, co powinni robić ci, którzy przygotowują nas do życia. Mama, tata, babcia. Kiedyś psychologowie nie byli potrzebni, bo było oparcie w wielopokoleniowej rodzinie. To była tkanka składająca się z wielu warstw, na które nakładały się doświadczenia jak słoje w glebie, i w zależności od etapu w życiu można było do nich sięgać coraz głębiej i głębiej. Na czym polegała pomoc psychologiczna w wielopokoleniowej rodzinie? Na tym, że mały człowiek miał zawsze kogoś w rodzinie, kto był dla niego oparciem i dawał mu swoją niepodzielną uwagę. Na tym, że ta osoba, jeśli sama nie umiała rozwiązać problemu, miała do kogo zwrócić się o radę lub pomoc. Na tym, że była tzw. starszyzna: babcie, dziadkowie, ciotki, wujowie, którzy z racji wieku byli bogatsi o przeżycia i doświadczenia i chętnie się tym dzielili. Dzisiaj żyjemy bardzo samotnie, jesteśmy odcięci od rodziców, dziadków, przyjaciół. Rzadko już mieszkamy w jednym wielkim domu, w którym mieści się cała rodzina - od prawnuczki do pradziadka. Dlatego dzisiaj zwracamy się do psychologa, który też posługuje się doświadczeniami, ale nie tylko swoimi, również cudzymi. Studiuje i gromadzi wiedzę o życiu, żeby móc się potem nią dzielić. W jakich wypadkach pomoc psychologa jest niezbędna, a w jakich sami sobie jesteśmy w stanie pomóc? Myślę, że z każdą sprawą jesteśmy w stanie sami sobie pomóc, pod warunkiem że mamy kogoś bliskiego, mądrego. To może być ciocia z Włocławka, która jest miła, dojrzała, ciepła, rozumna, ma ochotę słuchać i do której mamy zaufanie. |
![]() |
|
| 1 user reading this topic (1 Guest and 0 Anonymous) | |
| « Previous Topic · Witamy · Next Topic » |







2:22 PM Jul 11